WYWIAD Z CZŁONKIEM „WYPRAWY DO ŹRÓDEŁ MELANŻU”

WYWIAD Z CZŁONKIEM „WYPRAWY DO ŹRÓDEŁ MELANŻU”

Zapraszamy do przeczytania ciekawego wywiadu z Wojciechem – jednym z uczestników „Wyprawy do źródeł Melanżu – czyli tam, gdzie uczta jest dobrem narodowym”. Ta wyprawa znalazła się w gronie laureatów II edycji Chiruca EXPEDITION (aktualnie trwają zgłoszenia do III edycji!)

Podczas zgłoszeń do CEII wyprawa została opisana przez uczestników w następujący sposób: „Supra- tradycyjna, gruzińska uczta. Obrośnięta legendą według, której właśnie dzięki ucztowaniu państwo to powstało. Już w sierpniu A.D 2019 wyruszamy na wyprawę. Trzydzieści dni, podczas których przemierzając ten piękny kraj, postaramy się wziąć udział w każdej uczcie, jaką napotkamy na swojej drodze, wypić każdy trunek, którym zostaniemy poczęstowani, zjeść każdy posiłek, którym stół będzie zastawiony i pomimo bariery językowej porozmawiać z każdym serdecznym Gruzinem, który będzie chciał z nami porozmawiać... Krótko mówiąc- JEDZIEMY ODNALEŹĆ SUPRĘ!”

Piotr Szałaśny: Zacznijmy od prostego pytania - jak Wam się udała wyprawa?

Wojciech: Jak zwykle podczas takich wyjazdów okazało się, że nasze plany i wyobrażenia o tym co i gdzie będziemy robić zostały poważnie zmodyfikowane przez miejsce i ludzi spotkanych na naszej drodze. Oba przemierzone przez nas kraje charakteryzują się wspaniałym i ciężkim do opisania klimatem spontanicznej przygody. Od początku do końca, przez całe 31 dni trwania wyjazdu, zdaliśmy się na intuicje miejscowych i nasze chwilowe zauroczenia, aby to one ostatecznie stworzyły przebieg naszej podróży. To udało się w stu procentach, dlatego możemy z czystym sumieniem odpowiedzieć - wyprawa udała się znakomicie!

P.Sz.: Czy poszukiwany melanż został odnaleziony? Jak naprawdę wygląda gruzińska supra i czy spełniła Wasze oczekiwania?

W.: Poszukiwana przez nas Supra nie była konkretnym przyjęciem na które chcieliśmy trafić. Nasze poszukiwanie Supry polegało na zrozumieniu i sprawdzeniu na własnej skórze, co sprawia, że Gruzja w opinii podróżników, oraz jak się okazało również w opinii samych Gruzinów, jest miejscem gdzie uczta gra pierwsze skrzypce w kulturze codzienności. Wszystko co napotkaliśmy na swojej drodze miało jakiś z nią związek i tworzyło finalnie logiczną całość tłumaczącą to zjawisko. Jedzenie zawsze podawane w sposób, który nakazywał dzielenie się nim, wszechobecny alkohol, duma jego jakości i tradycji wytwarzania w domowym zaciszu i najbardziej niezwykła i jednocześnie przyziemna życzliwość ludzi przejawiająca się nawet w głupim pytaniu o drogę lub o rozkład jazdy marszrutek. Na każdym kroku przypominało nam to, gdzie jesteśmy i jaka kultura nas otacza. Jako Polacy jesteśmy (przynajmniej powinniśmy być) przyzwyczajeni do gościnności, ale tam jest ona wyniesiona na wyższy poziom. Człowiek spotykający na swojej drodze drugiego człowieka może zawsze liczyć na bycie potraktowanym jako gość i nie mówimy tu o sytuacji bycia zaproszonym do czyjegoś domu na kolacje, czego unikaliśmy aby nie obciążać tych niestety ubogich ludzi kosztami. Mówimy tu o wejściu do taksówki, do autostopa, spotkaniu miejscowego na plaży czy przystanku. Zawsze w takiej sytuacji otwarcie nazywano nas gośćmi i uraczano ogromną dawką tej właśnie gościnności w postaci rozmowy, wskazówek dotyczących dalszej podróży czy nawet owocem zerwanym z pobliskiego drzewa. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że można w takich sytuacjach doświadczyć ze strony miejscowych autentycznej radości dawania, dzielenia się i czerpania przyjemności z prostych spotkań z drugim człowiekiem. To właśnie jest coś co chcieliśmy przywieźć ze sobą z tej podróży.

P.Sz.: Co najbardziej podobało Wam się w Gruzji? Czy coś będziecie szczególnie wspominać?

W.: Oprócz czynnika ludzkiego i spotkań, z których każde wymagałoby osobnej, wartej opowiedzenia historii, największą miłością w tym kraju obdarzyliśmy gruzińskie góry. Kaukaz dał nam poważne powody, aby właśnie tam wracać jeszcze wiele razy. Majestat skalnych szczytów i leżących u ich podnóży pięknych wiosek zatopionych w morzu zieleni to coś wprost nie do opisania. Całodzienne wędrówki po szlakach, które nie istnieją na mapach i napotykanie na swojej drodze głównie zwierząt lub, od czasu do czasu, Gruzinów zatopionych w codzienności górskiego życia. Tak, to zdecydowanie skradło nasz serca.

P.Sz.: Co oprócz uczestnictwa w suprze udało Wam się zobaczyć/zwiedzić?

W.: Zobaczyliśmy bardzo wiele, ponad miesiąc wystarczył nam żeby zwiedzić zdecydowaną większość Gruzji, ale też i Armenii, która to finalnie okazała się cichym bohaterem ekspedycji. Ten niepozorny kraj ze swoją bajkową mieszanką kultury orientu i Europy otworzył nam oczy na to, jak niedaleko można pojechać, żeby zetknąć się z czymś, czego nie znamy na co dzień, a jednocześnie za sprawą ludzi, czuć się jak w domu. Miasto Erywań zasługuje tu na szczególne wspomnienie i polecenie każdemu, nawet w formie weekendowej wizyty. Trudno nam sobie wyobrazić, jak można stamtąd wyjechać nie będąc oczarowanym każdym dniem, miejscem, spotkaniem.

P.Sz: Jak sprawdziły się buty marki Chiruca?

W.: Tutaj trzeba przyznać że zostaliśmy zaskoczeni przede wszystkim wygodą. Niestety przed wyjazdem nie mieliśmy czasu i okazji, żeby rozchodzić nasze buty. Wylądowały na naszych nogach dopiero, gdy już miały z nich nie zejść przez następny miesiąc. Ten test zdały na szóstkę. Jako nowe nie wyrządziły naszym stopom żadnej krzywdy, a po krótkim czasie i rozdeptaniu na szlaku stwierdziliśmy zgodnie, że pomimo dość ciężkiej na pierwszy rzut oka, w pełni skórzanej budowy, na nodze podczas noszenia sprawiają wrażenie o wiele lżejszych i można w nich przemierzać naprawdę długie kilometry. Wiernie przeszły razem z nami cały wyjazd – od żwirowych bezdroży Armenii, przez gwarne miasta, aż po nieprzetarte górskie szlaki. Dotknęły razem z nami nie jednego lodowca, żeby na końcu przeforsować z nami rwącą, górską rzekę. Myślę że to całkiem dobra rekomendacja.

Leave a Reply

* Name:
* E-mail: (Not Published)
   Website: (Site url withhttp://)
* Comment:
Type Code

Sklepy

outdoor

hunting

special

internetowe